Na Spitsbergen – jedną z wysp archipelagu Svalbard – chciałem się wybrać od lat. Odkąd przemierzyłem Islandię, Wyspy Owcze, Norwegię aż po Lofoty i półwysep Varanger, uciekałem myślami jeszcze dalej na północ, gdzie miałem nadzieję spotkać tych kilka gatunków ptaków, które występują wiosną i latem jeszcze „wyżej” na północy.

Na liście życzeń przed wylotem znajdowały się przede wszystkim mewa modrodzioba (to ta której w Collinsie towarzyszy niedźwiedź polarny…), turkan (obok maskonura bodajże najbarwniejszy ptak Arktyki), płatkonóg płaskodzioby i najmniejsza alka – alczyk (jedyna z północnoatlantyckich alek, której nie spotkamy latem, ani w Skandynawii, ani na Islandii). Nie wiem czemu swoimi nadziejami obejmowałem także nura białodziobego, który najwyraźniej latem jest jednak rzadkim gościem na Svalbardzie. I nie ukrywam też, że miałem skrytą nadzieję na spotkanie z niedźwiedziem polarnym.

Na Spitsbergen – do Longyearbyen – najkrótsza podróż samolotem wiąże się z większą liczbą przesiadek niż przelot do Nowej Zelandii. Przez Kopenhagę, Oslo i Tromsø można jednak dotrzeć w ciągu dnia do Longyearbyen, czyli do stolicy, która jest najlepszą bazą wypadową na obserwacje ptaków – szczególnie jeżeli wyjazd, który planujemy nie jest poważną ekspedycją polarną. Jeżeli planujemy „wycisnąć” jak najwięcej z przyrodniczego bogactwa Spitsbergenu, to konieczne będzie wypożyczenie samochodu, broni (niezbędne jest przetłumaczone na angielski zaświadczenie o niekaralności) oraz odbycie 1-2 rejsów po okolicy.

Czujny obserwator, który nie rozstaje się z lornetką, turkana ma szansę zobaczyć już przy samym lotnisku na niewielkim jeziorku Hotellneset – trzeba jedynie zapuścić żurawia za parking, z którego odbiera się wypożyczone auto. Można oczywiście zdecydować się na eksplorację pieszą lub rowerem, ale barwne opisy spotkań turystów z niedźwiedziami (choć to spotkania niezwykle rzadkie) skutecznie mnie zniechęciły do oddalania się od samochodu.

Zaskakująco wszechobecne są także alczyki, które dużymi stadami latają wysoko między położonymi na wysokich piargach koloniami a morzem. W kilku miejscach kolonie te są łatwo dostępne i ptaki te można zobaczyć i fotografować z bardzo bliska. Podobnie łatwo dostępne są zakładane nieraz nawet przy drodze gniazda edredonów.

Miejsca ptasie w okolicach Longyearbyen dostępne są samochodem lub pieszo (ale uwaga na niedźwiedzie!). Na płytkich wodach fiordów wypatrzeć można kolejne turkany, rzadziej pojedyncze birginiaki, a na błotnistych równiach pływowych biegusy małe, zmienne, arktyczne, płatkonogi płaskodziobe i szydłodziobe, krwawodzioby.

W bardzo niewyględnych miejscach, nieraz przy różnego rodzaju śmieciach lub odpadach pojawia się mewa modrodzioba. To ptak wierny dalekiej północy, trzymający się blisko pływającego lodu, podążający za niedźwiedziami polarnymi, ale w okolicach Longyearbyen pojawia się w zupełnie przypadkowych miejscach. To bez wątpienia gatunek budzący najwięcej emocji – nieuchwytna mewa dalekiej Północy. 

W okolicach Longyearbyen nie brakuje także rozległych połaci tundry, na których spotkać można także ciekawe ptaki. Ponownie nie można zapominać o możliwości spotkania z niedźwiedziem – dlatego broń – a najlepiej przewodnik z bronią – to nieodzowny element takiej wyprawy. Jeżeli ktoś wątpi w zagrożenie, to polecam barwne i dramatyczne relacje ze spotkań turystów z niedźwiedziami 😉

Wracając zaś do tundry, to spotkamy w niej pardwy górskie, gęsi krótkodzioba, wydrzyki długosterne i tęposterne i najpewniej także lisa polarnego.

Dopełnieniem każdej ptasie wyprawy na Północ i w szczególności na Spitsbergen jest rejs. Z morza wszystko wygląda inaczej, można podpłynąć pod kolonie ptaków i przyjrzeć się klifom gęsto zasiedlonym przez nurzyki, nurzyki polarne i alki. Na rejsie – nawet takim nieprzyrodniczym do górniczej osady Pyramiden – spotkać można także rzadką mewę różową, a także morsy i różne gatunki waleni.

Wyprawa ptasia na Spitsbergen z Horyzontami to solidny łyk arktycznej, okołobiegunowej przyrody, którą zwykle widują tylko zaprawieni polarnicy.